Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka qucharska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka qucharska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 kwietnia 2015

Cukiernia Lidla - w pogoni za naklejkami....


Piękne zdjęcia, dobrej jakości papier, przystępne przepisy z określonym poziomem trudności - to wszystko znajdziecie w pozycji książkowej  "Cukiernia Lidla". Spodobała mi się od razu, kilka przepisów wpadło do głowy i już myślę, kiedy będę piec, mimo, że nie czuję się pewnie w "słodkościach", zdecydowanie wolę dania obiadowe lub posiłki śniadaniowe, ale opisy Pawła Małeckiego są na tyle precyzyjne, iż śmiem twierdzić, że nawet mi  uda się upiec te cuda. 

Cieszę się, że mam tę książkę. 

Szkoda tylko, że jej zdobycie graniczyło z cudem, a atmosfera jaka się przy tym wytworzyła w okolicznych sklepach była niezbyt przyjazna...Brak książek jestem w stanie zrozumieć i się z nim pogodzić, wszak na każdym plakacie zaznaczone, że promocja trwa do wyczerpania zapasów. Milion książek rozszedł się jak świeże bułeczki. OK, nie zdążyłam, trudno, mój pech. Ale, gdy brakuje naklejek i nikt tak naprawdę nie wie co z tym fantem zrobić jest sytuacją mocno irytującą. Wędrówki od sklepu do sklepu są fajne dla emerytowanych kobietek, które mają dużo wolnego czasu, tylko czy im zależy na książce z przepisami, skoro same mają swoje od lat sprawdzone przepisy na sernik i szarlotkę i w sumie nie pieką nic innego? Tu dla Lidla duży minus, za brak zorganizowania tego jakoś "po ludzku", w końcu po to są osoby z plakietką "kierownik", które mogłyby chyba zrobić na paragonie adnotację, która byłaby równoznaczna z ilością niewydanych naklejek. Przybić swoją pieczątkę i po sprawie. Co ma zrobić człowiek z całym koszem zakupów, który dowiaduje się przy wydawaniu paragonu przez kasjera, że nie dostanie naklejek, na które liczył. A w sumie to nawet w związku z całą akcją "książkową" robi tam zakupy przedświąteczne....Moim zdaniem mało to profesjonalne i wymaga dopracowania przy kolejnej takiej promocji. 

W każdym bądź razie nam się udało, aczkolwiek, żeby odebrać książkę, musieliśmy odwiedzić 3 sklepy, a do jednego wracać 2 razy, a decyzje kierowników były dalece niespójne, co dodatkowo podkręciło irytację.

niedziela, 16 listopada 2014

Kinga Paruzel "Nie...zwykła kuchnia, bo każdy jest inny" - konkurs

Który kucharz czy to amator czy profesjonalista nie korzystał nigdy z książki kucharskiej? Osobiście przyznam, że takie książki "pochłaniam" za jednym posiedzeniem, oglądając apetyczne zdjęcia i zaznaczając przepisy do wypróbowania, niestety potem rzadko wracam do takich książek...Jednak pokolenie internetu daje o sobie znać i obecnie mam w "zakładkach" chyba ze 100 przepisów, które chciałabym wypróbować - i przyznaję do nich wracam o wiele częściej, jakoś łatwiej i szybciej jest kliknąć...takie czasy, taki typ. Nie zmienia to faktu, że będąc w Empiku lecę na dział z książkami o gotowaniu i wertuję, węszę i cieszę oko pięknymi zdjęciami, czasami mam wrażenie, że to książki o fotografii a nie o jedzeniu ;) 
I właśnie te dwie pasje połączyła Kinga Paruzel w swojej książce, którą dzięki autorce bloga Czytam, bo lubię, mogliście wygrać w konkursie organizowanym przeze mnie na fanpage QuchniaWege. Wystarczyło napisać jaki program kulinarny lubicie najbardziej i dlaczego + odrobina szczęścia ;) Padły zarzuty, że dyskredytuję osoby, które nie posiadają TV w domu - o co to to nie, sama jestem szczęśliwą "NIEposiadaczką" telewizji, choć telewizor owszem mam, ponieważ oglądamy na nim filmy z netu...ale w obecnych czasach znaleźć "coś" kulinarnego w sieci nie jest problemem, mnóstwo kanałów o gotowaniu, filmików na youtoubie itd. A i audycje radiowe też się liczyły, sama co jakiś czas słucham audycji w Radio Wrocław, gdzie panie z Kół Gospodyń Wiejskich opowiadają o tradycyjnych, ludowych przepisach np. na nalewki czy prawdziwe konfitury. 
Zanim rozpoczął się konkurs pomyślałam, że wygra ta osoba, która wspomni o Robercie Makłowiczu i jego "Podróżach kulinarnych" emitowanych w niedzielne przedpołudnie. Swego czasu uwielbiałam przy śniadaniu oglądać Makłowicza a zaraz po nim (czy przed nim, nie pamiętam) Cejrowskiego. To oblizywanie paluchów przez pana Roberta, krojenie nożem w sposób amatorski (taki domowy i zwykły), a przede wszystkim lekkość opowiadania o miejscu w którym gotuje spowodowały, że pozostał w mojej pamięci, mimo, że jego programu nie oglądałam już całkiem dawno. 

Czy był ktoś ze zgłaszających się, kto tak jak ja lubi Makłowicza?

Tak! Tą osobą jest p. Karolina Stęplewska-Rogala, która napisała tak:

Hell's Kitchen  uwielbiam Gordona i uwielbiam Amaro  ale jeśli idzie o kulinarne zamiłowania to niestety ten program uwielbiam głownie za Szefów Kuchni  za to Makłowicz połaczył gotowanie z podrozami co jest moim słabym punktem i za to daje mu 10 na 10 mozliwych punktów  i ta jego niebanalność  szczerość i prostota... kiedyś na wizji gotował omlet dla synów, a oni stwierdzili, że to niedobre od tego czasu go pokochałam 

I za to wyznanie otrzyma Pani od nas książkę "Nie...zwykła kuchnia". Proszę o przesłanie adresu do wysyłki na terenie Polski na mój adres mailowy koralina1987@gmail.com lub na facebooku quchniawege. Na dane czekam do środy (19.11.2014). 

Gratuluję i dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział w zabawie, mam nadzieję na więcej takich małych konkursów - dlatego obserwujcie blogi (QuchniaWege i Czytam, bo lubię)  miejcie nas na FB a na pewno nie raz i nie dwa będziecie mieć szansę otrzymać jakąś fajną książkę o gotowaniu ;) 

P.S. A tu tak dygresyjnie i humorystycznie do dzisiejszego dnia, idziecie na wybory? ;) Pan Makłowicz ma dla nas dobrą radę...

wtorek, 10 grudnia 2013

Zima w kuchni pięciu przemian - recenzja książki

Nadchodzi "ostatnia" pora roku - swoje przyjście zwiastuje pojawieniem się w sklepach pierniczków, marcepanu i ogromu czekolady w postaci Mikołajów. Niebawem zima, czas odpoczynku i odbudowy sił, krótkie dni i długie noce powinny sprzyjać wypoczynkowi - niestety mogę powiedzieć z autopsji, że akurat podczas późnej jesieni i zimy czuję się najgorzej. Brakuje mi słońca, a to, że kładę się do łóżka o 20.00 nie sprzyja ani moim boczkom, ani mojemu domowi, ani mojemu samopoczuciu. Pani Anna Czelej, wegetarianka gotująca według metody pięciu przemian proponuje nam ciekawe i mające rozgrzewające właściwości potrawy, które wzmocnią nasz organizm, uchronią od przeziębień i wychłodzenia.


Książka "Zima w kuchni pięciu przemian" rozpoczyna się działem 'zupy' - królują warzywa dostępne w sklepach przez cały rok - buraki, kapusta, groch, a także zebrane podczas jesiennych spacerów grzyby. Zupy są gęste, z kaszą jaglaną lub ryżem, rozgrzewające i zapełniające żołądek na długo.

Kolejny rozdział poświęcony jest surówkom i sałatkom, które uważane są za wychładzające, gdyż składają się z surowych warzyw. Jednak propozycje pani Ani idealnie sprawdzą się do obiadu w zimowe popołudnie - surówka z marchewki z chrzanem, sałatka z ryżem i czerwoną fasolą czy sałatka z buraków to tylko niewielka część propozycji jakie znajdziecie w książce.
Dodatkowym rozdziałem, który nie pojawiał się w poprzednich wydaniach serii jest część poświęcona 'zimowym daniom ciepłym' - przepis na uszka, pierogi, bliny, naleśniki i kotlety - wszystkie sycące i pełnowartościowe dania obiadowe w jednym miejscu, wraz z ciekawostkami dotyczącymi składników lub sposobu przygotowania. Nie ma książki kucharskiej bez deserów - piernik, kutia, torty z bakaliami - większość bezglutenowa, ze zdrowych składników, czyli słodkości, po zjedzeniu których nie będziemy mieć wyrzutów sumienia. 

"Zima w kuchni pięciu przemian" jest 4 z serii przepisów wegetariański Anny Czelej, gotującej zgodnie z zasadami Dalekiego Wschodu. Dzięki Wydawnictwu Illuminatio miałam przyjemność recenzować 2 serie (wiosna - klik, lato - klik) - i tym razem przepisy zimowe są zgodnie z moją małą tradycją dostępne także i dla Was - wystarczy, że w komentarzach pod tym postem napiszecie 

DLACZEGO KOCHACIE ZIMĘ?

Na zgłoszenia czekam do 14 grudnia, a w niedzielę wybiorę osobę, która otrzyma ode mnie egzemplarz recenzowanej książki. 

sobota, 27 lipca 2013

Dieta bez pszenicy - recenzja książki

Doktor William Davis, kardiolog, który obarcza winą za większość chorób pszenicę, a właściwie zawarty w niej gluten zdobył wielką popularność wśród Amerykanów, a jego teorie zataczają coraz większe kręgi także w Europie. Autor książki na podstawie wieloletnich badań klinicznych oraz wyników które obserwował u tysięcy własnych pacjentów przedstawia następujące korzyści wyeliminowania pszenicy z codziennego menu, są to:

- utrata wagi do 20 kg w ciągu pierwszych kilku miesięcy,
- złagodzenie zespołu matebolicznego i cukrzycy typu 2,
- ustąpienie objawów celiakii i schorzeń jelitowych np. zapalenia jelita grubego,
- wyraźne obniżenie poziomu cholesterolu,
- poprawa gęstości kości i zahamowanie osteopenii,
- zmniejszenie dolegliwości skórnych,
- ograniczenie stanów zapalnych i bólów gośćcowych.

W książce wyjaśnia szczegółowo, aczkolwiek z lekką nutką ironii i przytaczając anegdoty, dlaczego pszenica ma na nasz organizm tak destrukcyjny wpływ, że powinniśmy całkowicie pozbyć się jej i jej pochodnych w naszego życia, aby zachować zdrowie i dobrą kondycję. Przytaczając historie z życia wzięte, poparte badaniami i obserwacjami medyków zachęca nas do zdrowego i smacznego życia bez pszenicy, podaje kilkanaście przykładowych jadłospisów, rzuca przepisami i podpowiada jak komponować swój "bezpszeniczny" dzień. 

Mnie osobiście książka nie przekonała, uważam, że całkowita rezygnacja z pszenicy i innych produktów, które zawierają gluten czyli m.in. orkisz, kamut, pszenżyto, jęczmień, żyto, owies, mąka pszenna, żytnia, jęczmienna, płatki pszenne, jęczmienne, żytnie, owsiane, kasza manna, kuskus, kasza jęczmienna (pęczak, mazurska, perłowa), musli, kasze owsiane, kaszki błyskawiczne zbożowe i mleczno - zbożowe, makaron pszenny, makaron żytni, kawa zbożowa - nie jest lekarstwem na choroby, otyłość czy (jak uważa autor) depresję. Wiadomo, wszędzie potrzebny jest umiar i jeśli ktoś zjada bochenek chleba dziennie to na zdrowie mu to na pewno nie wyjdzie, ale też nie możemy wpadać w panikę, jeśli do obiadu zamiast ziemniaków nałożymy sobie kaszę jęczmienną, a na śniadanie zjemy 2 kromki pumpernikla. Oczywiście sprawa ma się inaczej z osobami cierpiącymi na celiakię - w tym momencie każde odstępstwo od diety może powodować nieprzyjemny nawrót objawów chorobowych. William Davis bezpretensjonalnie kpi z mitu pełnego ziarna i panującej opinii, że to co pełnoziarniste lub grahamowe jest zdrowsze niż to co przemielone, wybielone i pozbawione błonnika. Jednak z opisywanych przez doktora przypadków wynika, że osoby "uzależnione" od pszenicy spożywały codziennie pączki, tosty, hot-dogi i hamburgery - i tu jak najbardziej zgodzę się, że umiar a najlepiej rezygnacja z takich produktów jest wskazana. Według mnie jednak można spróbować zastąpić porannego pączka kromką chleba z pełnego ziarna z dżemem domowej roboty, nie codziennie, ale wydaje mi się, że można - choć autorytetem w tej kwestii jestem marnym. 

W każdym bądź razie książkę przeczytałam, swoją wiedzę i horyzonty poszerzyłam, a dziś mam dla Was zadanie i nagrodę :) 
Prowadzę akcję na portalu Durszlak.pl w której możecie wziąć udział  przez co dostaniecie szansę na otrzymanie tej książki w prezencie.
Mimo, że nie mam zamiaru stosować się do wszystkich zaleceń szanownego pana doktora, to znam wiele osób, które z pszenicy (czyt.glutenu) rezygnują bo muszą, mniej osób chce. 
Dlatego właśnie dla nich zróbmy akcję z przykładowymi jadłospisami, które nie będą zawierały ani grama glutenu.

AKCJA MENU BEZ PSZENICY

Zadaniem będzie przygotowanie dziennego menu, które nie będzie zawierało glutenu. 
Dzienny jadłospis powinien się składać z co najmniej 3 posiłków (śniadanie, obiad, kolacja),
każdy posiłek powinien być wegetariański (wykluczamy mięso, w tym także ryby i owoce morza oraz żelatynę),
wszystkie proponowane posiłki powinny być opatrzone zdjęciem, a w poście z dziennym menu należy umieścić ten oto banerek akcji
Bawimy się od 1 do 31 sierpnia, potem w przeciągu 2-3 dni wybiorę zwycięzcę i opublikuję podsumowanie akcji na blogu. 

Konkurs tym razem kierowany jest do autorów blogów kulinarnych.


środa, 10 lipca 2013

Lato w kuchni pięciu przemian - recenzja książki

Lato, czyli Wielkie Yang - tak rozpoczyna się książka Anny Czelej zatytułowana "Lato w kuchni pięciu przemian". Lato czyli energia, ruch i aktywność - przecież to właśnie latem mamy więcej czasu na wieczorne bieganie, na wypad na basen, wycieczki rowerowe,  grillowanie. Ale jednocześnie lato jest też czasem odpoczynku, leżakowania i spokoju - któż z nas wyobraża sobie popołudniową drzemkę na hamaku zawieszonym w ogrodzie w zimie? Toż to nie do ogarnięcia :) Hamak, opalanie, kapelusz na głowie i wyprawa łódeczką po jeziorze - tylko latem. Czyli znowu yin i yang. Do tego wysyp owoców (głównie seksownie czerwonych takich jak truskawki, porzeczki, maliny, czereśnie, wiśnie, jagody) oraz warzyw - tu króluje głównie zieleń - bób, sałata, kapusta, fasolka, koperek, szczaw, szpinak...no i ogórki małosolne!

W książce pani Ani znajdziemy ogrom przepisów wykorzystujących wyżej wymienione produkty (i wiele innych również) - przygodę z gotowaniem wg pięciu przemian w lecie zaczynamy od zup, które wg tradycyjnej chińskiej medycyny powinny być gotowane nawet 48 godzin! Na szczęście w lecie możemy sobie pozwolić na skrócenie tego czasu :)
Kolejne przepisy to pomysły na letnie surówki i sałatki, pełne świeżych warzyw, które o tej porze roku powinny być ogólnie dostępne, nawet dla tych "nieszczęśliwców", którzy nie posiadają swojego ogródka (tak jak np. ja.... - ale to się zmieni!). Nie myślmy jednak, że jeśli lato to tylko chłodniki i zimne surówki, tu też jest miejsce na ciepłe obiady, lekkie, ale podane na ciepło. Naleśniki, placki, kluski, zapiekanki - smakują zarówno ciepłe jak i wystudzone - dlatego są idealne na każdy dzień lata. Dodatkowym działem, który na pewno przyda się każdej gospodyni domowej to rozdział poświęcony przetworom - zamykajmy lato w słoikach. 

Książka liczy 218 stron i została wydana przez Wydawnictwo Illuminatio  i jest drugą, którą miałam okazję przeczytać - pierwsza to Wiosna w kuchni pięciu przemian, a przed nami jeszcze jesień i zima. 

Patronat nad książką objęło wiele popularnych portali promujących wegetarianizm takich jak zwegowani.pl czy Wegetariański Świat.
Książka pełna jest zdjęć opisywanych potraw, nie są to zdjęcia wykonane przez profesjonalne studio - co dla jednych może być atutem - bo takie "normalne" zdjęcia zachęcają do wykonania potrawy bez obaw, że nie wyjdzie nam takie cudo jakie widzimy na fotografii, jednak niektórzy "jedzą wzrokiem" i właśnie do gotowania zachęca ich pięknie wyglądająca potrawa ustawiona w odpowiedniej aranżacji, idealnie oświetlona i wprost "wychodząca" ze zdjęcia. Osobiście bardzo lubię "artystyczne" zdjęcia jedzenia, w mojej kuchni wiszą wydrukowane fotografie pięknych ciast, tortów i ciasteczek, dlatego w tej książce trochę brakuje mi zachwytu nad zdjęciami, choć przyznam, że rekompensuje to zachwyt nad prostotą dań :) 

Zgodnie z tradycją oddaję Wam mój egzemplarz w zamian za uzasadnienie dlaczego KOCHACIE LATO? 

Pod wiosennym konkursem wpisało się 20 osób, mam nadzieję, że w lecie padnie rekord!

Na Wasze komentarze czekam do niedzieli (14 lipca 2013 roku), a w poniedziałek rano możecie szukać informacji o zwycięzcy, który otrzyma przeczytaną, ale przecież jeszcze pachnącą świeżością książkę.

Zdjęcia pochodzą ze strony http://wkuchnipieciuprzemian.pl/

piątek, 19 kwietnia 2013

Jedz pysznie i zdrowo w ciąży - recenzja książki

Jedz pysznie i zdrowo w ciąży
zdjęcie Wydawnictwa Feeria
To nie jest typowa książka kulinarna, to poradnik dla młodych kobiet planujących ciążę, ale również dla wszystkich tych osób, które chcą zdrowo żyć, bo warto dbać o siebie nie tylko podczas wyjątkowych dziewięciu miesięcy.
Autorka książki to pani dietetyk - Magdalena Makarowska, młoda osoba, która niedawno sama przechodziła okres ciąży, więc zna ten stan z autopsji, natomiast wykonywany zawód (i wykształcenie) dają jej pełne prawo do wypowiedzenia się w kwestii zasad zdrowego odżywiania podczas ciąży. 

Książka Jedz pysznie i zdrowo w ciąży jest napisana lekkim językiem mimo wszystko czytając ją zauważamy, że przedstawiony został nam naprawdę duży przedział informacji zaczynając od tabel kalorycznych kończąc na domowych sposobach na przeziębienie, po drodze jest wiele przepisów, opisów produktów, które powinny znaleźć się w menu ciężarnej oraz inne zalecenia zdrowotne. Dużo informacji, które czyta się z wielką przyjemnością, dodatkowo kolorowe fotografie cieszą oko. Najlepszą rekomendacją będzie fakt, że przeczytałam tą książkę w jeden wieczór, pochłaniając zaraz po niej inną pozycję Pani Magdaleny :) /o niej już niebawem/

Sama nie jestem mamą, myślę, że minie jeszcze jakiś czas zanim odważę się na ten milowy krok w swoim życiu, ale dzieci od zawsze są mi bliskie. Praca w przedszkolu, teraz w szkole, obcowanie z różnymi dzieciakami, z róznych rodzin, z różnym podejściem do jedzenia. Na swoim koncie mam 2 akcje przeprowadzone w podstawówce w której pracuję mające na celu uświadomienie dzieciakom i rodzicom jak ważne jest odżywiane w codziennym życiu. Wychodzę z podobnego założenia jak autorka książki, że nawyki żywieniowe rozwijają się nam już w brzuchu mamy, jeśli je ona tylko słodkości, mleczne bułeczki i popija sokiem z kartonika to i dziecko bardziej będzie preferowało takie produkty - ale nie tylko dlatego że mama je tak podczas ciąży, ale także dlatego, że raczej mało prawdopodobne, aby zmieniła swój styl jedzenia po porodzie. Nie ma mocnych, dziecko którego rodzice jedzą śmieciowo także będzie tak jadło. Samo nie sięgnie po kasze, warzywa, ciemny chleb - po co gryźć skoro mleczna bułeczka sama rozpływa się w ustach. Widzę to w szkole. Na szczęście są też i tacy rodzice, którzy jedzą różnorodnie, nie boją się warzyw, kasza nie kojarzy im się tylko z krupnikiem, a słodkie ciasteczka pieką razem z dziećmi - w myśl zasady wiesz co jesz ;)
Pani Magda pokazuje nam kilkandziesiąt przykładowych przepisów na smaczne dania, które zapewniają nam podaż wszystkich niezbędnych wartości, aby nasze dziecko pływające jeszcze frywolnie w brzuchu rozwijało się bezpiecznie, a mama nie zrobiła się mamą słoniową, tylko fajną FIT mamą, dbającą o siebie i swoich najbliższych. 
12 kg - tyle powinnyśmy przytyć podczas ciąży (oczywiście nie mówimy tu o ciąży mnogiej lub z dużymi powikłaniami zdrowotnymi), statystyczna zdrowa kobieta, mająca wagę w normie przed ciążą tyle właśnie powinna przytyć. Udało się to Wam drogie Mamy? Czy jednak popuściłyście wodze fantazji i przeganiałyście mężów o 23.00 do nocnego po lody, czekoladę i ptysia (to nic, że już zeschnięty skoro mi się chce!) :) Jak to było? A jak być powinno? Tego dowiecie się z książki Jedz pysznie i zdrowo w ciąży

Poruszona jest także kwestia wegetarianek w ciąży - owszem, Pani zgadza się, że prawidłowo zbilansowana dieta bezmięsna jest jak najbardziej odpowiednia dla rozwijającego się płodu. Jedyne co mnie zirytowało (no cóż, jestem jeszcze z lekka wrażliwa na tym punkcie, może za 20 lat już się z tym pogodzę), że wegetarianizm określany jest jako dieta uwzględniająca ryby w swoim jadłospisie. Doskonale wiemy, że każdy kto je ryby to raczej jarosz, a nie wegetarianin. Chyba najlepiej faktycznie nie określać się żadną nazwą, bo wtedy wychodzą właśnie takie niesnaski. Mój Mąż z 18-letnim stażem bezmięsnym, zawsze mówi, że on nie jest "wege" tylko ten co nie je istot i żeby go do żadnego worka nie wrzucać. No i nie wrzucajmy. W każdym bądź razie jeśli nie jesz mięsa już od jakiegoś dłuższego czasu (moim zdaniem minimum rok) to spokojnie możesz planować dzidziusia bez konieczności przygotowywania kuraka. Pani Magda podpowiada jak należy taki jadłospis komponować, więc już jeden problem z głowy :)
O tym "problemie" (dla mnie teraz to już nie problem, ale jeszcze jakieś 4 lata temu to na pewno byłby duży) rozmawiałam też z moja panią ginekolog, która właśnie zaznaczyła tylko, że wegetarianka w ciąży nie powinna dopiero zaczynać zmieniać swojej diety na bezmięsną, tylko raczej trwać w niej już co najmniej rok, dwa, aby nauczyć się prawidłowego komponowania posiłków, zobaczyć reakcję organizmu na inne produkty żywieniowe itd.

W książce znajdziecie informacje o amarantusie, orkiszu i wielu zielonych warzywach - i przypominam o wegetarianach jest tylko niewielka wzmianka, czyli Pani Magda jednoznacznie daje do zrozumienia, że te produkty powinny znaleźć się w diecie nie tylko osób wykluczających mięso, ale tak naprawdę każdego kto chce dbać o swoje zdrowie. 

Wydawnictwo Feeria  wydało tą książkę, podoba mi się jej podręczny rozmiar, mieści się akurat do torebki. Wyraźne kolory, apetyczne zdjęcia sprawiają, że mamy od czynienia z godnym polecenia poradnikiem.
Patronaty medialne nad książką objęły m.in. portale polki.pl oraz wedwoje.pl

środa, 10 kwietnia 2013

Wiosna w kuchni pięciu przemian - recenzja książki

Ostatnimi czasy wydawnictwa prześcigają się w promowaniu harmonii, zdrowej żywności, filozofii wschodu - tym razem od Wydawnictwa Illuminatio otrzymałam książkę Anny Czelej zatytułowaną "Wiosna w kuchni pięciu przemian". 


Jeszcze do niedawna teoria gotowania z uwzględnieniem wszystkich pięciu grup smakowych była mi zupełnie nieznana, dziś znam już podstawowe zasady i potrafię przyporządkować niektóre składniki potraw do odpowiednich grup smakowych/przemian. Jednak nie stosuję owej teorii w swojej kuchni, nie pamiętam co należy dodać po czym żeby zamknąć okrąg, choć wiele przepisów bardzo mi się spodobało to zapewne przygotowując te potrawy po prostu wykorzystam przepis (dobór składników, proporcje) ale nie będę się trzymać kurczowo kolejności, jednak moje gotowanie często jest "na szybko", "w biegu", "na raty" a teoria pięciu przemian kojarzy mi się ze spokojem, harmonią i opanowaniem...
Pani Anna proponuje nam ogrom przepisów na wiosenne zupy, surówki i sałatki, dania główne, warzywa gotowane, duszone i pieczone, przekąski oraz to co lubię najbardziej czyli desery.
Każda potrawa opisana w książce jest sfotografowana, przy niektórych wpisach odnajdziemy ciekawostki kulinarno-życiowe. 225 stron przepisów, które najsmaczniejsze wychodzą właśnie wiosną, która nieśmiało wkracza do naszego kraju. Już niedługo młode ziemniaki, szparagi, rzodkiewka i sałata zagoszczą na naszych stołach, będziemy mieć ochotę na surówki, lekkie dania obiadowe, chłodniki i desery bez czekolad, bitej śmietany i tony cukru. Gotując wg przepisów z tej książki i NIE PODJADAJĄC nic innego gwarantuję zrzucenie kilku kilogramów, dania są lekkie, w dużej mierze bezglutenowe (brak mąki pszennej), oczywiście bezmięsne i zrobione z jak najmniej przetworzonych produktów. Każdy znajdzie dla siebie coś ciekawego, niektóre połączenia na pierwszy rzut oka mogą zaskakiwać (ziemniaki z orzechami, kasza gryczana z bakaliami) ale jest jest dużo przepisów tradycyjnych (sałatka jarzynowa, różnego rodzaju kotlety warzywne czy zupy), które opisane są w taki sposób, aby przygotowując je zachować wszystkie składowe kuchni pięciu przemian.

Patronat nad książką objęło wiele ciekawych portali m.in. zwegowani.pl oraz samouzdrawianie.pl a na pierwszej stronie znajdziemy zachętę do zapoznania się ze stroną autorki książki Anny Czelej (tutaj)

Myślę, że nie raz i nie dwa wrócę do przepisów z tej książki, oczywiście, gdy jakimś zapragnę podzielić się razem z Wami wspomnę, że to właśnie ta książka mnie zainspirowała do qucharzenia. 
A może  podzielę się z Wami książką? Co Wy na to? :)

Kto jest chętny na ten pachnący jeszcze świeżością egzemplarz niech zostawi komentarz pod tym postem z uzasadnieniem, dlaczego KOCHA WIOSNĘ :) 

Na zgłoszenia czekam do 14 kwietnia, a w poniedziałek wybiorę osobę, która otrzyma ode mnie książkę Wiosna w kuchni pięciu przemian, co prawda przeczytaną, ale przecież literek nie wyczytałam ;p

sobota, 30 marca 2013

Rób co chcesz tylko gotuj - recenzja książki

Otrzymałam propozycję zapoznania się z najnowszą książką pani Ewy Dobek, wegetarianki, która gotuje według zasady 5 przemian, zgodnie z filozofią dalekiego wschodu, której tajemnica polega na zachowaniu kolejności wrzucania składników do potrawy w czasie gotowania.   Lektura okazała się być bardzo interesująca, dała bodziec do zagłębienia tajników harmonijnej sztuki życia, nie tylko gotowania. W książce znajdziecie nie tylko przepisy, ale również wiersze i krótkie felietony autorki, a we wstępie objaśnienie na czym polega Teoria 5 Przemian. Pierwsze przepisy bardzo podeszły pod mój gust kulinarny, rozdział związany z wiosną (przemiana DRZEWA) oraz z latem (przemiana OGNIA) zostały skrupulatnie zakreślone "do spróbowania". I wiersze z tych rozdziałów jakieś takie "moje", szczególnie "Tajemnicza prostota" bardzo mi się spodobał, pozwolę sobie przytoczyć Wam jego fragment:

smak truskawki ma w sobie
tajemniczą prostotę

rozgryzam ją po prostu
bez żadnych dodatków
bo po co ulepszać dobre

truskawki to cud jakiś
robi się po nich
rześko i lekko
jakby się człowiek na
letnią mżawkę wystawił (...)


Przepisy na knedle, sałatki, naleśniki i gazpacho na pewno pojawią się niebawem na blogu. Podoba mi się to w pisaniu pani Ewy, że pokazuje życie takim jakim jest, nie ukrywa, że miewa gorsze dni, że czasami coś nie wyjdzie, że czasami ma ochotę na nic nie robienie. Harmonia wg przekazu autorki to zarówno dobre i złe chwile, to złość i radość, to łzy i śmiech, nie ma tu lukrowo-różowego świata z napisem "gotuj wg 5 przemian" a życie nigdy nie da Ci kopniaka, nie ma żadnej ideologii, że takie gotowanie jest receptą na całe zło, problemy i wewnętrzne niepokoje. Jest informacja, że próba zbudowania wewnętrznej harmonii jest łatwiejsza, gdy zadbamy nie tylko o duszę ale także o ciało, będziemy jeść smacznie, kolorowo i zdrowo, a do tego wyraziście, bo podejrzewam, że potrawy gotowane wg teorii 5 przemian są dobrze doprawione i pobudzają nasz każdy zmysł.
Teoria 5 przemian nie wyklucza jedzenia mięsa, ale jak nie jest trudno zauważyć, osoby unikające spożywania mięsa zdecydowanie częściej interesują się zdrowym odżywaniem. Wisi nad nami "piętno" niedostarczenia organizmowi wszystkich potrzebnych do prawidłowego funkcjonowania składników /tak jakby mięso było panaceum na wszelkie dolegliwości.../, więc czytamy nie tylko etykiety (w poszukiwaniu koszenili i żelatyny) ale także interesujemy się tym co znajduje się w orkiszu, amarantusie czy szpinaku, bo to nie tylko są produkty, które mają zaspokoić nasz głód, ale mają także budować nasz organizm, aby był silny, zdrowy i wytrzymały. 

Chcąc gotować zgodnie z Teorią 5 Przemian należy zaopatrzyć się w przyprawy, które są podstawą zachowania prawidłowego kręgu - kurkuma, curry, kardamon, do tego sos sojowy lub ocet balsamiczny - zatem tak jak pisałam wyżej, potrawy z takimi przyprawami na pewno są niezwykle aromatyczne. 

Książka wydana została przez wydawnictwo Feeria, a patronat medialny nad promocją książki objął portal polki.pl oraz gotujmy.pl
 Książka jest niewielkich rozmiarów, ma miękką okładkę a w środku nie znajdziecie kolorowych zdjęć lecz niewielkie rysunki-szkice, co daje możliwość uruchomienia wyobraźni, i tym bardziej zachęca do gotowania, aby nie tylko dowiedzieć się jak smakuje ale także jak wygląda dana potrawa. 


 Przypominam, że kolorowe napisy w tekście są odnośnikami do stron źródłowych, strony pani Ewy itp. - tak jak w całym moim blogu, zachęcam Was do klikania w kolorowe napisy, bo to zawsze odnośniki do innych ciekawych stron!

piątek, 14 grudnia 2012

Blogerzy na zdrowe święta - recenzja książki

Książka autorstwa 10 blogerek, prowadzących blogi kulinarne na których nie znajdziecie smalcu, bitej śmietany i ziemniaczków polanych tłustym sosem. Motywacją do wydania tej książki były nadchodzące Święta Bożego Narodzenia, przesłanie natomiast było jasne i klarowne - dania mają być zdrowe i dietetyczne.
W książce "Blogerzy na zdrowe święta" znajdziemy 50 przepisów, które prezentują dania tradycyjne, a jednocześnie lekko zmodyfikowane na zdrowsze wersje. Poczynając od barszczu, przez pierogi, kończąc na słodkich wypiekach i wytrawnych napojach. Całość podzielona jest na następujące rozdziały: zupy, dania główne, sałatki, przekąski, pieczywo i paszteciki, ciasto i słodkości oraz napoje. W każdym podrozdziale ciekawe i sprawdzone "odchudzone" przepisy.

Polecam odwiedzić blogi autorek książki:










oraz... QuchniaWege

A więc wydało się! Wreszcie mogę Wam się pochwalić (oczywiście podzielę się książkami, konkursu szukajcie na facebooku).

Zostałam zaproszona do tego projektu, przez Anię z bloga Dietetycznie Siostro i zgodziłam się bez wahania. Nie ważne były dla mnie profity z tego przedsięwzięcia - liczył się tylko fakt, że jako początkujący w blogosferze użytkownik zostałam zauważona, a moja praca doceniona. I tak pozostało, jestem dumna z tego, że moje nazwisk(a) pojawiły się w prawdziwej książce. Miło. 
Jednak ten projekt pokazał mi jak daleko jestem od innych blogerek, które robią piękne zdjęcia i łączą wyszukane smaki. Powiem Wam dlatego otwarcie, że bardzo krytycznie podeszłam do tej książki i jeśli mam się do czegoś doczepić to są to zdjęcia...niestety w większości moje. Mimo, że jedno z nich weszło na Wykrywacz Smaku, a każdy bloger, który miał do czynienia z czujnym okiem administratorów portalu wie, że byle jakie zdjęcie tam nie wejdzie, to nie jestem zadowolona. Zdjęcia albo zostały tak powiększone albo wykadrowane, że straciły na swoim uroku jakie zapewniała im bardzo wysoka rozdzielczość i większy kadr. Wiem, że nie mogłyśmy przesłać dużych zdjęć, niewiele ponad 1 MB to chyba ciut za mało, chociaż zdjęcia w przeważającej piękności są super, w szczególności fotografie Marty z Feed Me Better robią wrażenie. Oj chciałabym umieć robić takie zdjęcia, pierwszym krokiem jest chyba wymienienie sprzętu (Marta, czy mogłabyś napisać jaki masz model i obiektyw?). 

Książka zatem napawa mnie wieloma emocjami, zarówno pozytywnymi jak i negatywnymi, ale jest też motywacja, aby robić lepsze zdjęcia i gotować jeszcze zdrowiej. Ja obiecuję sobie i Wam, że będę przyrządzać z niej potrawy, bo dziewczyny naprawdę stanęły na wysokości zadania i powymyślały takie pyszności, że tylko stać i gotować - no i najważniejsze NIE TYĆ.

Mam nadzieję, że znajdą się wśród Was osoby chętne do zakupu tej pozycji - można to zrobić tu KLIKAMY

wtorek, 20 listopada 2012

Poniedziałki bez mięs - recenzja książki

          Otrzymałam od portalu Polska Gotuje książkę do recenzji. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy, ale mam nadzieję, że nie ostatni, bo przygoda była przednia. Książka autorstwa Paul'a, Stelli i Mary McCartney zatytułowana "Poniedziałki bez mięs" ("Meat free monday") powstała jako inspiracja i zachęta dla społeczeństwa, aby przynajmniej w jeden dzień w tygodniu nie jeść mięsa i produktów odzwierzęcych.

        Niezależne organizacje (które nie są zaangażowane w szerzenie wegetarianizmu) potwierdzają, że gdyby odpowiednia ilość osób na świecie w jednym dniu w tygodniu odżywiała się warzywami, owocami i ziarnami  to w znacznym stopniu ograniczono by emisję gazów cieplarnianych. Rodzina McCartney'ów 15 czerwca 2009 roku rozpoczęła w Wielkiej Brytanii akcję "Poniedziałki bez mięs". W swojej książce proponują nam wiele szybkich, zdrowych i w większości tanich wegetariańskich przepisów, które mogą być wykorzystane przez każdego z nas. Autorzy książki mają nadzieję, że opublikowane przepisy na stałe zagoszczą w naszych codziennych jadłospisach, ponieważ jak donosi WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) codzienne spożycie 50 gramów mięsa przetworzonego takiego jak parówki czy bekon zwiększa ryzyko zapadnięcia na choroby serca o 42% i cukrzycę o 19%.* Natomiast długotrwałe i częste spożywanie czerwonego mięsa zwiększa ryzyko zachorowania na raka jelita grubego.* Jednak nie tylko korzyści zdrowotne wypływają z ograniczenia mięsa...warto pamiętać też o tym, że rocznie zabija się 60 miliardów zwierząt, aby zaspokoić nasze zachcianki na hamburgery, kiełbasy i hot-dogi.*

    
      Przejdźmy jednak do przepisów, ponieważ kwestia jedzenia bądź nie jedzenia mięsa jest osobistym wyborem każdego z nas, ja wybrałam, mój Mąż również, ale nie mam w zwyczaju nikogo do przejścia na wegetarianizm namawiać, gdyż uważam, że powinna to być nasza wewnętrzna potrzeba a nie moda, wymuszona decyzja przez partnera czy inną bliską osobę.
          Książka podzielona jest na 4 pory roku, w każdej części znajdują się przepisy, które w składzie mają sezonowe warzywa i owoce, nie brakuje jednak także orzechów, bakalii i ziaren. Pory roku podzielone są na tygodnie a każdy tydzień zawiera przepis na śniadanie, II śniadanie, lunch, przekąskę, kolację i deser.
          Zaczynamy od wiosny a tam przepisy ze szparagami, sałatami, rabarbarem, bobem, jagodami, szpinakiem i cukinią. Nie brakuje jednak przepisów na słodkości (czyli to co tygryski lubią najbardziej!) - muffinki, ciasteczka, brownies itp. Wszystko zdrowe, raczej z gatunku tych lekkich i odpowiednich dla dbających o linię.
          Kolejnym rozdziałem jest lato wraz z całą masą ziemiaczków, bakłażanów, pomidorów, kukurydzy, truskawek, karczochów i granatów. Przepisy na sorbety, owsiane ciasteczka w wielu kombinacjach, koktajle i lekkie obiady.
          Po orzeźwiających letnich przepisach czas na cięższe dania jesienne, w których króluje miód, bakalie, pieczarki, jabłka, papryka, grzyby, dynia, marchewka i makaron. Desery to w większości ciasta lub muffiny - z dodatkiem korzennych przypraw rozgrzewających. Jabłka na ciepło, crumble lub piernik działają pewnie jak najlepsze leki antydepresyjne.
          Przychodzi czas mrozów i śniegów, wydawałoby się, że najcięższy okres dla osób bazujących głównie na warzywach - ale nic bardziej mylnego, ponieważ znajdziemy tu przepisy na risotto, naleśniki, curry, tarty, puddingi, zupy, burgery z soczewicy, małe pizze (pizzetty), gulasze, samosy i zapiekanki.


          Książka jest bogata zarówno w przepisy jak i piękne fotografie, które w 100% zachęcają do wykonania danej potrawy. Niektóre przepisy opatrzone są krótkim komentarzem wyjaśniającym pochodzenie potrawy, podającym alternatywny składnik lub sposób podania.
          Większość przepisów jest bez problemu wykonalna w polskich warunkach, nawet dla osoby nie mieszkającej przy dużych straganach warzywnych i sklepach ze zdrową, BIO żywnością. Zdarzają się jednak przepisy bardziej wyszukane bazujące na paście tahini, paście tamardynowej, rukwi wodnej, manioku czy creme fraiche, jednak każdy bez względu na zasobność portfela i dostępność produktów znajdzie coś dla siebie.


          Książkę wydało wydawnictwo Publicat, a autorem jest TEN McCartney, sławniejszy od Jezusa ;)

A na moim blogu już niebawem będziecie mogli zobaczyć efekty gotowania zainspirowanego akcją "Poniedziałki bez mięs" - zabieram się za qucharzenie!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...